bezdroza profil facebook
strona startowa wyprawy off-road galeria zdjęć 4x4 relacje z wypraw 4x4 imprezy integracyjne porady i patenty 4x4 wyprawowa i powyprawowa ksiązka kucharska skontaktuj sie z nami

(Po)Poludnie w Albanii 2013 - relacja z wyprawy 4x4
04-19.08.2013 r.

     albańska riviera i góry

   
    (Po)poludnie w Albanii - naklejka    Ekipa:
Landrover Discovery _ Ewa, Igor, Maciek
Landrover Discovery _ Arek (Jogi), Paweł (Legia), Waldek, Renia
Lada Niva _ Kasia, Maciek (Stopa)
Nissan Patrol _ Justyna, Tomek, Maja


Wyjeżdżamy z Polski w 3 samochody przed południem, docieramy na Węgry i nocujemy blisko granicy z Serbią.

Granicę węgiersko-serbską przekraczamy z samego rana. Połykamy kolejne kilometry autostrady. Na obwodnicy Belgradu jeden z landroverów wpada w wibracje i traci przedni wał, który dosłownie się rozsypuje. Wykręcamy go na szybko i jedziemy dalej na tylnym napędzie. Mijamy Macedonię, granicę z Albania przekraczamy przed północą. Spotykamy się z jeszcze jedną ekipą. Nocujemy przed Peszkopii na przypadkowym skrawku ziemi przy rozpoczętej budowie domu.

   
 
   Tranzytowy camp    Biwak na Węgrzech    na dojazdowce   
 
    Dzień rozpoczynamy od poszukiwania mechanika i wału do landrovera. Z częściami do Disco nie ma w Albanii problemów _ to obok mercedesa bardzo popularna marka. Udaje się na przedmieściach Peszkopii, przy okazji w drugim landroverze wymieniamy filtr paliwa. Pozostała część ekipy korzysta z uroków kąpieli w pobliskim jeziorku odkrytym przez Legię. W drogę ruszamy około 14.00. Kierujemy się w stronę parku narodowego Lure. Nocujemy na szlaku w tym samym miejscu gdzie spaliśmy podczas ubiegłorocznego majowego weekendu.     pierwszy tunel w Serbii    
 
   Serbia tranzytem    szutry za Peszkopii    w drodze do Lure   
 
    kamienie w Albanii     Ruszamy rankiem, samochody z wolna wdrapują się po kamienistej drodze. W końcu docieramy do wypłaszczenia gdzie ostatnio zalegał śnieg uniemożliwiający przejazd. Teraz droga jest wolna, zaprasza na góre. Jedziemy przez Lure. Park znany z licznych jeziorek _ dochodzimy do wniosku, że to taka dolina pięciu stawów w skali makro. W ostatnim jeziorku postanawiamy się wykąpać, bo upał wręcz nieznośny. Odkrywamy też geocash'a z polskim wpisem. Szlak kończymy wizytą w sklepie, gdzie zopatrujemy się w kozinę _ mięso kupuje się praktycznie z podłogi, ćwiartowane na miejscu i pakowane w reklamówkę. Przyrządzamy gulasz z cebulą, duszony w piwie _ smakuje pierwszorzędnie. Obozujemy nad niewielką rzeczką.    
 
   wyprawa 4x4 albania    Liliowe jeziorow Lure    za ciezarowka do Burrel   
 
    Rano pierwsze kroki kierujemy nad wodospad odkryty przez Legię. Woda przyjemnie chłodna pomaga się obudzić. Na śniadanie miejscowi przynoszą dla nas świeży chleb i ser, a potem zabierają nas na stację benzynową, gdzie paliwo odmierzane jest 1,5 l plastikową butelką po napoju. Ruszamy pzez góry do najbliższego miasteczka _ musimy odwiedzić bankonat, ale przede wszystkim mamy ochotę na obiad w restauracji. Tafiamy bardzo dobrze, jedzenie wyśmienite: tradycyjna pasta, kawałki jagnięciny, steki wołowe, ryba i pyszna sałtka . Noclegu szukamy po omacku.     Ewy wpis w dzienniku geocache    
 
   Albania offroad    holowanie Lady    orux na tablecie   
 
    Bunker trails     Ten dzień upływa na reanimacji Łady. Akcja zaczyna się już po godzinie od wyjazdu. Słychać chrupnięcie i Łada traci napęd, usterka jest poważna i okazuje się awarią skrzyni reduktora. Musimy się holować, docieramy do najbliższej miejscowości. Zatrzymujemy się u jednego z gospodarzy. W miejscowości nie ma mechanika, o częsciach do Łady nie ma nawet co marzyć. Po reduktor rusza ekipa do Macedonii. W Debarze po krótkich poszukiwaniach udaje się namierzyć Nivkę która stoi przed budynkiem przypominającym dworzec PKS. To połowa sukcesu, terez tylko należy znaleźć właściciela i namówić go na sprzedaż reduktora. Po pół godzinie rozpoczynamy negocjacje cenowe. Z prawie 400E zjeżdżamy do 250 wraz z demontażem, nowym olejem, tulejką amortyzatora i gratisowym myciem samochodu w myjni obok. Warto się targować, tym bardziej, że nagocjacje zazwyczaj są przeprowadzane w miłej atmosferze. Delegacja wraca i zaczyna się polowa wymiana skrzyni, która trwa do drugiej w nocy. W międzyczasie gospodarz daje nam lekcję parzenia kawy po turecku w stylu albańskim i częstuje nas pędzoną przez siebie raki.    
 
   obiad w Albanskiej restauracji    albanskie drogi    starzec tlumaczy droge   
 
    Łada jeździ, ale wymaga jeszcze spawania wahacza tylnego, który podczas strzału reduktora rozszedł się na spawie. We wsi jest spawacz, więc udaje się sprawnie _ w misce z wodą, żeby nie stopić polibusza i przywrócić stary kształt konstrukcji zawieszenia. Musimy jednak zjechać do Peshkopi, bo okazuje się, że Łada wymaga bardziej skomplikowanej ingerencji blacharza. Strzał był tak silny, że wyrwał także tunel skrzyni z podłogi i musimy go na nowo połączyć. Dodatkowo Renia wymaga pomocy lekarskiej. W Peshkopii rozdzielamy się, Renia i Waldek decydują się jechać nad morze, tam odpocząć i na nas zaczekać. W czasie kiedy załatwiamy transport i hotel łada się spawa. Odbieramy ją i możemy ruszać dalej.W Peshkopii dopada nas ulewa, w deszczu dojeżdżamy do jeziora Ohrit, gdzie zostajemy na nocleg w Lin, raczeni przez naszego gospodarza miejscowym przysmakiekiem _ rybą koran, opędzając się od wszędobylskich krabów :)     niva wyjezdza po awarii    
 
   wrzucamy rduktor    Bunkier nad Ochrydem    drogowskaz po europejsku   
 
    bloki w Albanii     Przyjemny, chłodny poranek nad jeziorem Ohrit. W Lin zabawiamy dość długo korzystając z dostępu do internetu i gniazdek 220V, smażąc i smakując rybkę złowioną przez Legię. Pobyt kończymy kapielą w jeziorze. Późnym popołudniem pakujemy manatki i ruszamy w kierunku Korczy, a później Leskovik. Dostajemy informację, że Waldek i Renia dotarli do Durres. Nas na krętej górskiej drodze zastaje zmrok, więc decydujemy się nocować na kempingu _ czyste toalety i prysznic z ciepłą wodą są równie miłym zaskoczeniem jak międzynarodowe towarzystwo i dobrze zaopatrzona restauracja. Nasze samochody nocują również w doborowym towarzystwie, dwie wyprawowe LR Serii III to jak starsi, bardziej doświadczeni bracia.    
 
   blokowisko albańskie    koza na stole    dolina Vjosy   
 
    Wyruszamy w kierunki Gjirokaster i jedziemy urokliwą doliną rzeki Vjosy. Odwiedzamy ciepłe źródła, do których droga prowadzi przez most zbudowany za czasów panowania imperium osmańskiego. Dalej nasz track prowadzi wysoko do góry. Po podjeździe zatrzymujemy się na chwilę, aby dać odsapnąć Nivce. Zjeżdżamy do Błękitnego Oka, czyli źródła o temperaturze 10 st C wybijającego szeroką, głęboką na 50m studnią spod ziemi. Zażywamy orzeźwiającej kąpieli, Legia wykonuje kilka efektownych skoków i ruszamy dalej w kierunku Butrintu. Na nocleg zatrzymujemy się w szczerym polu kilka kilometrów od celu. Przez cały dzień jest masakrycznie goraco, wieczór również jest ciężki od upału, a ziemia spalona słońcem stawia opór namiotowym szpilkom.     most turecki    
 
   Legia skacze do Blu Eye    na promie samochodowym    dzika plaza 4x4   
 
    Butrint antyczne miasto     Rano zbieramy się szybko, bo słońce pali niemiłosiernie. Jedziemy do Butrint, po drodze przeprawiając się przez kanał promem linowym. Zwiedzamy starożytne miasto, na szczęście jest na tyle wcześnie, że udaje nam się zdążyć przed wycieczkami autokrowymi, co pozwala nam w pełni chłonąć atmosferę miasta. Jest to najbardziej na południe wysunięty punkt naszej wyprawy. Odbijamy na północ w kierunku Himare, gdzie mamy namiar na dziką plażę. W Borsh zatrzymujemy się w restauracji położonej na źródle. Jedzenie nie zachwyca, ale spływająca z gór woda daje przyjemny chłód. Około 12 km za Himare stromą, kamienistą drogą docieramy do plaży. W wodzie spędzamy kilka kwadransów, wpływmy też do jednej ze skalnych grót. Nocujemy na plaży.    
 
   Tirana nocą    Legia pod wodospadem    Zadaszenie wazna sprawa   
 
    Rano jeszcze kąpiemy się w morzu, a w południe ruszamy w dalszą drogę, wspinając się pod stromą górkę. Przejeżdżamy serpentynami przez park narodowy Llgoara ze specyficznie ukształtowanymi sosnami. W Orikum zahaczmy o bazę wojskową ze stanowiskiem archeologicznym udostępnionym do zawiedzania, ale tylko wtedy kiedy w pracy jest przewodnik. Niestety przewodnika nie ma, więc zostajemy odprawiemi z kwitkiem. Kierujemy się na Vlore, potem Fier, żeby dotrzeć do laguny Karavastase. Na nocleg zatrzymujemy się po zmroku, 2 km przed laguną, żeby od rana podziwiać jej uroki.     Durres apartamentowce    
 
   Butrint - Łaźnia    Sosna w Llogara    offroad zjazd plaza   
 
    swieze mieso     Wyruszamy dość wcześnie _ Jogi w poszukiwaniu spawacza, bo odkrył pęknięcie na ramie, a pozostała część ekipy drogą prowadzącą pomiedzy laguną a morzem. Mijamy wędkarzy obsługujących nawet po kilka wędek jednocześnie, wodne ptactwo - w tym pelikany. Docieramy do Durres, skąd zgarniamy Waldka i Renię i jedziemy do Tirany. Zatrzymujemy się w restauracji Seraii niedaleko głównego placu z pomnikiem Skanderberga. Z centrum wjeżdżamy na górę Dajti, gdzie nocujemy. Siedząc na "balkonie" Tirany podziwiamy jej nocną panoramę i wpominamy podobny widok na Sofię z jednego z biwaków w Bułgarii. Jednomyślnie stwierdzamy, że Tirana ma znacznie mniej uporządkowaną zabudowę niż Stolica Bułgarii.    
 
   Jezioro Liliowe Lure    Tirana pomnik Skanderberga    4x4 przygoda Albania   
 
    Zaraz po śniadaniu ale jeszcze przed odjazdem przygotowujemy geokesza i ukrywamy go - jeżeli go znajdziecie to macie kapitane miejsce na nocleg pod Tiraną i frajdę z kilku gadżetów, które tam zostawiliśmy. Rankiem zjeżdżamy do Tirany i pakujemy się prosto w miejski kocioł. Ns ulicach kwitnie handel wszystkim, dzieciaki myją szyby. Na ulicy panuje "wolna amerykanka", z niesprawnym klaksonem nawet nie ma co wyjeżdżać na miasto. Pomiędzy samochodami lawirują towarowe riksze i skuterki, policjanci, którzy kierują ruchem obojętnie patrzą na to wszystko co jakiś czas dmuchając w gwidek i pospieszając ruch, kiedy na skrzyżowaniu powstaje zator. Zostawiamy stolicę za sobą, przed nami Kruja i zamek Skanderberga. Na zwiedzanie dajemy sobie godzinę, bo droga przed nami daleka, zamierzamy dotrzeć do Shkoder i przekroczyć granicę, a potem dalej na północ do granicy z Czarnogórą. Postanawiamy pokonac trochę kilometrów w nocy, gdy temperatura spada i przyjemny chłód działa orzeźwiająco na kierowców. Udaje nam się przejechać całą Czarnogórę i zaraz za Serbską granicą, na poletku we wsi zatrzymujemy się na nocleg.     PN Divjaka    
 
   Laguna Karavasta    Albańscy Policjanci    owad na kiści   
 
    riksza w Tiranie     Rankiem poznajemy się z właścicielem pola, które przerobiliśmy na namiotowe. Wymieniamy grzeczności, a mając w ekipie osobę z całkiem niezłą znajomiścią serbsko-chorwackiego udaje się nawiązać bliższy kontakt. Pewnie jeszcze kiedyś tam będziemy spać :) Ruszamy dalej malowniczymi drogami w kierunku Belgradu. Pokonujemy serpentyny, oglądamy mijane miejscowości _ podobnie jak w polskich Beskidach. W końcu wyskakujemy na autostradę, mijając stolicę Serbii od lewej strony i docieramy do granicy z Węgrami i zarazem z Unią. Takiej kolejki jeszcze nigdy tu nie widzieliśmy, tracimy okolo 3h. Nocujemy na Węgrzech na naszej tranzytowej miejscóweczce.    
 
   Zakole Drinu    samochody 4x4    offroadowe tracki   
 
    Piękny poranek nie zapowiada późniejszych kłopotów. Rano starcza nam jeszcze czasu na ugotowanie leczo i zrobienie zakupów: węgierskich przypraw, palinki i wina. Lecimy do domu i wtedy nagle, po przejechaniu 80 km ze zbiorniczka landek wywala gotujący się płyn chłodniczy. Ale czemu? Nowa chłodnica i wiskoza na pewno robią swoją robotę. Okazuje się, że wydmuchało uszczelkę pomiedzy blokiem silnika a pompą wody. Dolewając wody co 10min docieramy na Thermal Camping. Postanowiamy usunąć usterkę sami, ale najpierw baseny i relaks dla zestresowanej ekipy. Po basenach dziewczyny pichcą węgierski gulasz, a chłopaki rozkręcają samochód. Aby dostać się do miejsca wycieku trzeba zdemontować cały osprzęt silnika i chłodnicę. O godzinie 2.00 w nocy kończymy robotę. Pozostaje jeszcze wsadzić alternator, zalać układ płynem i założyć pasek. Padamy na pysk.     godło Albanii Tirana    
 
   Muzeum Skanderberga    Miasteczko w zatoczce    Góry w Serbii   
 
    ZWijamy obóz i do domu     Wstajemy o 7.00 i wracamy "na warsztat". Na szczeście wszytko idzie gładko i po 10.00 bezproblemowo wyruszamy w drogę powrotą do domu. Bez żadnych wycieków przecinamy Węgry, a następnie Słowację zatrzymując się jedynie w złotych łukach na obowiązkowe McSyry. W Częstochowie jesteśmy w nocy. Szczęśliwi układamy się w swoich łożkach wymieniając pomiędzy sobą ostatnie pożegnalne smsy.    
 
     park narodowy LURE

   

 

Fotorelacja Albania 4x4

Zapraszamy również do lektury relacji z innych wypraw off-road i do obejrzenia fotogalerii z wyjazdów turystycznych 4x4.